Rano
Zaniedbuję trochę bloga, znajomych, maile, smsy i rozmowy telefoniczne. Jedno wielkie przepraszam to mało, ale mam nadzieję, że zrozumiecie.
Muszę przetrwać tą presję czasu i obowiązków, aby wyjść na prostą – pełna mobilizacja, tylko wciąż chaos w głowie mi przeszkadza…
Nie wiem jak nad tym zapanować,bo metoda małych kroków to niestety mało…
Po południu
To miało być normalne popołudnie wyszło nienormalnie-normalnie. Udało mi się dzisiaj wyjść wcześniej z pracy – poszłam do Ma na kawę, a tu telefon, że Maleństwo wymiotuje… Pojechałyśmy wiec po Maleństwo – okazuje się, ze w żłobku to nie jedyny przypadek infekcji czy raczej ataku wirusa – w domu Maleństwo zjadł, pobawił się, a teraz śpi, po chorobie ani śladu – jak na razie – na szczęście…Po drodze zgarnęłyśmy dziewczyny z przedszkola – Prosiaczek miał znów paraliżujący atak lęku pt”szafa” – jedna wielka masakra, potem ja wymasowałam, wyterapeutowałam ją i uspokoiła się, ale właśnie mówi, ze się zesikała…
Wieczorem
Praca na razie idzie mi ciężko – Maleństwo wieczorem jednak wymiotował. Dziewczynki już śpią. Na szczęście cała trójka śpi, ale to nie zmienia faktu, że robota idzie tak sobie…